Kiedyś, przy okazji zakupu browarka, wpadł mi w oko zestaw kaletniczy, który powiększył moją kolekcję narzędzi do majsterkowania:
I tak sobie teraz leży w szafie, bo nie mam weny aby coś nim podziałać. No dobra, opakowanie zostało otwarte, co zresztą widać na zdjęciu, bo przed zimą musiałem sobie dorobić kilka dziurek w pasku... dzisiaj już nie otwierałbym bo łapię się po zimie na oryginalne dziurki. Wiadomo najpierw masa potem rzeźba - no ale to już temat na inny wpis i nie na tym blogu.